(Fot.: PD@N 319-9) ^ To instruktor nauki jazdy - mimo zimowych warunków - pozwolił prowadzić kursantce auto na letnich oponach. Ale za spowodowanie śmiertelnego wypadku odpowiadają oboje. - Nie jestem winna. To jakaś farsa - żali się oskarżona. Pani Mirosława z Radzynia Podlaskiego w lubelskim biurze posła Janusza Palikota spotkała się z nią jego asystent Łukasz Piłasiewicz. – Jeżeli w prawie jest luka albo zły przepis, który powoduje, że odpowiedzialność spada na niedoświadczonego kursanta, to być może takie prawo należy zmienić? - zastanawia się Piłasiewicz - jak informuje “Dziennik Wschodni”.
Przed dwoma laty, jadąc samochodem szkoleniowym jednej z radzyńskich szkół jazdy, kursantka (pobierała jazdy dodatkowe) wpadła w poślizg i czołowo zderzyła się z nadjeżdżającym z przeciwka pojazdem. – Trafiłam na pierwszy atak zimy. Spadło dużo śniegu. Wiał silny wiatr - opowiada kursantka. W Rzeczycy (pow. bialski) straciła panowanie nad samochodem. Jej nissan micra zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z seicento. Pasażerka fiata zginęła na miejscu. Pasażerka nissana zmarła w szpitalu. W ocenie prokuratora za brakiem winy uczestniczki kursu nauki jazdy nie przemawiał nawet fakt, że auto nie było przygotowane do złych warunków pogodowych (padający śnieg i brak opon zimowych) i jechały w nim dwie dodatkowe osoby. Prokuratura oskarżyła instruktora o umyślne naruszenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, bo dopuścił do jazdy samochodem bez zimowych opon. A także o spowodowanie śmiertelnego wypadku. Ten drugi zarzut usłyszała także kursantka. Obojgu grozi do 8 lat więzienia. Sprawa toczy się przed sądem w Radzyniu. – Spowodowanie wypadku dotyczy każdego uczestnika ruchu drogowego, nawet pieszego – tłumaczy Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – Nie ma żadnego przepisu, który wyłączałby z odpowiedzialności kursanta.
W najbliższych kilku numerach chcielibyśmy zaprezentować Państwa opinie. Temat wydaje jest zdecydowanie ważny, tak więc pozostajemy w przekonaniu, iż “zasypiecie nas” Państwo nimi. Prosimy o kierowanie korespondencji na adres: e-mail: news@prawodrogowe.pl
Redakcja tygodnika PRAWO DROGOWE @ NEWS
K o m e n t a r z e:

(Fot.: PD@N 319-8)
(1) Dr inż. Jacek Pok (biegły sądowy w zakresie rekonstrukcji wypadków i kolizji drogowych): Polskie prawo nie narzuca obowiązku sezonowej zmiany opon. Jeżeli jednak instruktor wiedział, że samochód ma zamontowane letnie ogumienie, to miał obowiązek przewidzieć możliwość poślizgu i zapanować zawczasu nad prędkością samochodu rozwijaną przez kursanta - uwzględniając brak doświadczenia kandydata na kierowcę w zachowaniu w tego rodzaju warunkach - podkreśla dr inż. Jacek Pok, biegły sądowy. Obowiązujące przepisy nie rozstrzygają jednoznacznie, kto ponosi odpowiedzialność za wypadek drogowy spowodowany przez kandydata na prawo jazdy. O winie kierującego ostatecznie rozstrzyga na podstawie zebranego materiału dowodowego sąd. Podstawowe znaczenie mają tutaj okoliczności zdarzenia i zachowanie instruktora. Jeżeli instruktor miał możliwość i czas zareagować na manewr ucznia, to zazwyczaj będzie odpowiadał za konsekwencje błędów podopiecznego.
(2) Adam Makosz (“Gazeta Prawna”): Przepisy powinny jednoznacznie określać, że większy zakres odpowiedzialności za wypadki i wykroczenia spowodowane przez kursantów ponosi instruktor nauki jazdy. W końcu to on decyduje, w którym momencie uczeń zna już na tyle zasady ruchu drogowego i manewry, aby nie zagrozić bezpieczeństwu innych uczestników ruchu. Niestety, zdarza się, że szkoleni w ekspresowym tempie kandydaci na kierowców wyjeżdżają na miasto, zanim otworzą kodeks drogowy. Nierzadko ośrodki szkolenia zaciskają pasa i nie dbają o stan techniczny aut, a uczący w nich instruktorzy sami powinni zapisać się na parę godzin jazdy doszkalającej. Uczeń nie może brać odpowiedzialności za niedouczonych instruktorów. Wątpliwości co do tego nie powinien mieć ani prokurator, ani sąd.